Powiedziano mu, że ma tylko infekcje, zmarł dzień po właściwej diagnozie

Nastolatek z Wielkiej Brytanii zmarł zaledwie dzień po tym, jak dowiedział się, że ma białaczkę.

Według Daily Mail, 16-letniego Harley’a Andrews’a przyjęto 8 listopada do szpitala Royal Bolton w Lancashire w Anglii. Kilka tygodni wcześniej zgłosił się do lekarza, z powodu złego samopoczucia. Jednak powiedziano mu, że nic poważnego mu nie dolega, tylko infekcja wirusowa.

Jak twierdzi bliska przyjaciółka rodziny, Harleyowi powiedziano też, że może odczuwać „bóle wzrostowe”.

Jednak niecałe dwa tygodnie temu nastolatek z Leigh w hrabstwie Greater Manchester, zapalony piłkarz i rugbysta, w swoim moczu zauważył krew.

Ojciec Harley’a zabrał go do szpitala, a lekarze przekazali mu druzgocącą wiadomość. Okazało się, że jego syn ma białaczkę czwartego stopnia, agresywną formę raka krwi.

„Zabrała go do lekarza zaledwie kilka tygodni temu i powiedziała, że ​​stwierdzili, iż przyczyną złego samopoczucia są bóle wzrostowe lub infekcja” – powiedziała dziennikowi Mail, Kaylee Jackson była asystentka nauczyciela w szkole podstawowej Harleya, która jest również bliską przyjaciółką jego matki.